Tego akurat wieczoru Pałac Ich Rozkoszności skierował wszystkie swoje sto jedenaście okien w stronę bladego nieba. Tej akurat nocy wszystkie sto jedenaście księżyców miało znaleźć się na firmamencie jednocześnie, obok siebie, tworząc niepowtarzalne widowisko, wnoszące w życie i nieżycie mieszkańców Sepii dużo frajdy. To był dobry znak. Wszyscy wychodzili na balkony, tarasy, stawali w oknach, zerkali w Oka Ważek, żywe lunety wynalezione i wykonane na dziewięćdziesiąte dziewiąte urodziny Jej Wyniosłości Melacholii przez Wielkiego Korektora. Stary lizus. Wszyscy w Sepii dostrzegali jego zapędy względem Jej Wyniosłości, jego lekceważący stosunek do osoby Jego Wysokości Sentymentu, jego drwiące uśmiechy i półgębkiem rzucane komentarze. Wszyscy, oprócz samego Jego Wysokości. Nieszczęsny władca, zaślepiony i zniewolony przez swoje marzenia. Oddałby i oddał wszystko, by marzyć. A był w tym naprawdę dobry. Nikomu nie realizowały się marzenia tak szybko, jak Jemu. Miał prawdziwy Talent. I tak naprawdę, to właśnie chroniło go przed zakusami Korektora.
Trzeba przyznać, że Wielki Korektor odwalał kawał ciężkiej roboty. Gdyby nie jego codzienne, mozolne wyliczenia i sugestie, sto jedenaście księżyców Sepii już dawno spadłoby na głowy mieszkańcom. A przecież za rok będzie ich sto dwanaście. Za dwa lata... Strach pomyśleć.
![]() |
| foto: Łukasz Gliszczyński argoth.pl |
- Wielki Korektorze, czy myślisz, że to mądrze, tak stwarzać księżyce bez końca? - Jej Wyniosłość Melancholia oparła kształtną brodę z ciemnym zarostem, golonym w maleńkie błyskawice, na ramieniu mężczyzny. Korektor drgnął. Dreszcz przebiegł po jego ciele, zeskoczył na czerwoną podłogę ułożoną z Kafli Samobójców i pognał, piszcząc cieniutko w stronę kominka. Po chwili misternie układane przez Jego Wyskość Sentyment polana osunęły się w popiół. Chmura pyłu buchnęła w stronę komnaty. Korektor zmarszczył brwi i popiół zawrócił do komina.
- Księżyce nie są celem, Pani.
- Mianowicie?
- Celu nie zna nikt. Czynię jedynie zbędne rzeczy, aż uczynię wszystkie, Wówczas zostanie jedynie cel.
- I go poznamy - dodała Jej Wyniosłość, chuchając w ucho mężczyzny. Kolejny dreszcz, tym razem gorący, wręcz rozpalony, runął po szacie Korektora, a kiedy dopadł polan, zaskwierczało, zaiskrzyło i ogień błysnął wśród drew.
- Właśnie.
- Szkoda, że z moim mężem nie można porozmawiać o takich smutnych sprawach.
- Jest przeciwieństwem Ciebie, Pani. Twej wzniosłej i smutnej mądrości, Twego przeogromnego, pełnego zrozumiena i zadumy smutku.
- Ma dobre wspomnienia. Dzięki nim Lud jest szczęśliwy i go kocha.
- Niewątpliwie.
- Jednak?
- Nigdy nie wątpi, Pani. Nie trapi się. Nie waha. Nawet jego koszmary są pełne śmiesznych zdarzeń.
Jej Wyniosłość Malancholia zaśmiała się nieznacznie, zaraz jednak położyła sobie dłoń na ustach. Korektorowi też. Dreszcz sprawił, że włosy na głowie mężczyzny uniosły się o cal, po czym zeskoczył z opuszków jego palców. Czerwona płyta u stóp Jej Wyniosłości pękła z trzaskiem.
- Pamiętam - westchnęła. - Co to było, gdy wymarzył Prawy Profil? Spotkał potem swojego dawnego nauczyciela wuefu, tego opoja wytatuowanego w gołe baby i kotwice. Bał się go przez kilka lat szkoły. A tu bydlak pośliznął się tuż przed moim Sentymentem i skręcił kark. Wyjątkowe.
- Taaak...
Korektor czuł zapach skóry Jej Wyniosłości. Kręciło mu się w głowie. Nie będzie lepszej chwili.
- Pani, wybacz, że poruszam ten temat, ale pragnę poznać Twoje zdanie, zanim podejmę stosowne kroki.
Jej Wyniosłość Melancholia odwróciła się w stronę kominka. Ogień strzelał wesoło. Zbyt wesoło. Zgasł.
- Chodzi ci o tę garbatą?
- Tak, Pani. Powiedz tylko słowo, a jej koszmary ją przerosną.
Jej Wyniosłość patrzyła w dymiące polana. Tak lepiej.
- Sprawa nie cichnie. Masz rację. Ale on ją kocha.
- Zatem?
Jej Wyniosłość podeszła do okna. Uchyliła skrzydło i z perłowego parapetu zgarnęła nieco brązowego popiołu. Ulepiła z niego kulkę, a potem laleczkę. Lalka miała na plecach wypukłość.
- Poczekajmy do Dnia Szczerości. Poświęcę swoje pytanie.
Pstryknęła paznokciem w wypukłość.
Wielki Korektor skłonił głowę.
- Jak sobie życzysz, Pani.
* * *
Anna Maria poczuła nagły ból w okolicy garba.
* * *
Barbie Turan jęknęła przez sen. Pogładziłem delikatnie ścianę za głową.
- Śpij, kochana, śpij.

